Strona główna Społeczeństwo Urszula Zajączkowska, Anna Potocka – kto następny? Rewolucja kadrowa ministra Glińskiego.

Urszula Zajączkowska, Anna Potocka – kto następny? Rewolucja kadrowa ministra Glińskiego.

203

Jeżeli coś dobrze działa, to nie należy tego zmieniać. Druga znana maksyma brzmi, że największą wartością w każdej instytucji stanowią ludzie. Te dwie maksymy są uniwersalne, a w przypadku instytucji kultury stanowią fundament ich działalności. Są one  obce ministrowi kultury Glińskiemu, który zasłynął ze swoich kontrowersyjnych  decyzji personalnych

Minister  bez żadnych podstaw merytorycznych zarządził konkursy na stanowiskach kierowniczych w różnych instytucja kultury w Polsce. Tam , gdzie dotychczas kontrakty kadrze kierowniczej były przedłużane z tzw. klucza, bo instytucje kulturalne działały i działają bardzo dobrze, minister zdecydował, że konieczne jest przeprowadzenie konkursów na stanowiska kierownicze. Dlaczego? Tego tak naprawdę nikt nie wie. Ta polityka dosięgła  instytucji kulturalnych w Opolu, na kształtowanie polityki kadrowej  ma wpływ ministerstwo kultury. I gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że dzieje się tak mimo sprzeciwu władz miejskich i prezydenta Arkadiusza Wiśniewskiego , który na co dzień nadzoruje  działalność np. GSW. Zobowiązany jest jednak do konsultowania z Ministerstwem Kultury zmian w kierownictwie tej jednostki.

Pierwsza odsłona

Na pierwszy ogień zmian kadrowych poszło Muzeum Śląska Opolskiego. Przez ostatnie lata było  kierowane przez Urszulę Zajączkowską. Związana  z muzeum od 1977r. Przeszło 10 lat z sukcesami kierowała jego działalnością. Wydawało się, że pozycja pani Zajączkowskiej jest pewna i nie do ruszenia. Wszyscy byli zadowoleni z tego jak kieruje zarządzaną placówką. Do pani dyrektor nie było żadnych zastrzeżeń Pomimo tego minister Gliński nie zgodził się na automatyczne przedłużenie jej kontraktu i zarządził  konkurs. Takie postepowanie ministra ćwiczone było już wielokrotnie w innych instytucjach kultury w Polsce. Wyłaniano tam nowych dyrektorów w postępowaniu konkursowym i co dziwne, były  i są to osoby bliskie politycznym barwom pana ministra. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Dotychczasowi dyrektorzy nie rozumieją dlaczego po wielu latach owocnej pracy mają stawać w szranki konkursowe, skoro ich instytucje działają bardzo dobrze. Dochodzi do tego również sprawa honoru. Dyrektorzy czują się sponiewierani przez ministra. Nie rozumieją dlaczego po wielu latach owocnego kierowania swoimi placówkami mają udowadniać swoją przydatność. Twierdzą, że dotychczasowe  dokonania i praca świadczą o ich wartości. Tak  było w przypadku dyrektor Urszuli Zajączkowskiej. Nie będę startowała w żadnym konkursie – stwierdziła, nie po ponad 40 latach pracy w instytucji, którą znam od podszewki. Nie rozumiem czemu ma służyć konkurs ogłoszony przez pana Glińskiego.

Nie startując w konkursie, nie mogła go wygrać. W ten sposób nowym dyrektorem Muzeum Śląska Opolskiego została  Monika Ożóg, której kontrkandydatami byli zasłużeni pracownicy muzeum, kierownicy działów, znający instytucja doskonale i współpracujący w przeszłości z Urszulą Zajączkowską. Pani Ożóg była kandydatem zewnętrznym, nie związanym z Muzeum Śląska Opolskiego. Z całą pewnością zastąpiono dobre, a nawet bardzo dobre ( Urszulę Zajączkowską) osobą, o której za jakiś czas będziemy mogli powiedzieć, czy jest godną następczynią byłej już pani dyrektor, czy tylko politycznym nominatem. Jedno jest pewne. Monika Ożóg posiada  gruntowne wykształcenie humanistyczne. Czy to wystarczy, aby dobrze zarządzać tak specyficzną placówką jak Muzeum Śląska Opolskiego, czas pokaże.  Urszula Zajączkowska była doskonałym fachowcem i menagerem, ale bezpartyjnym. Dożyliśmy jednak czasów, że nie wystarczy być dobrym fachowcem, ale trzeba posiadać odpowiednie barwy polityczne, nawet przy zarzadzaniu placówka kulturalną.

Odsłona druga

Schemat jaki zastosowano w Muzeum Śląska Opolskiego jest aktualnie powtarzany w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu. Ta instytucja zarządzana jest od lat z  wielkim powodzeniem przez Annę Potocką. W ubiegłym roku minęło 26 lat, gdy została dyrektorem tej instytucji. Anna Potocka potrafiła skupić wokół siebie liczne grono zaangażowanych pracowników i artystów. Galeria „wyszła” do widzów i Opolan. Wystawy i przedsięwzięcia GSW zyskały rozgłos w kraju. Galeria gościła wielu wybitnych artystów plastyków. Wystawy gromadziły liczne grono widzów. Anna Potocka nie ograniczyła się tylko do działań wystawienniczych, ale  była bardzo , jako propagator kultury i sztuki aktywna. W galerii niejednokrotnie gościły dzieci i młodzież. GSW w Opolu przez wiele lat, gdy zarządzana była przez Annę Potocką, zyskała uznanie mieszkańców Opola i stała się znaną ze swojej nietuzinkowej działalności.

Mimo tych niewątpliwych sukcesów Jarosław Gliński uznał, że czas na zmiany. Nie zgodził się na automatyczne przedłużenie kontraktu Annie Potockiej przez prezydenta Wiśniewskiego i zarządził konkurs na stanowisko dyrektora GSW w Opolu.

Anna Potocka ( podobnie jak Urszula Zajączkowska ) stwierdziła (…) nie będę startować w konkursie na dyrektora. Wydaje mi się , że po 40 latach pracy zawodowej i moim dorobku, nie muszę nikomu nic udowadniać. Jednym słowem nie powinnam startować w żadnym konkursie(…)

I w ten sposób , nie startując w konkursie z całą pewnością nie wygra go. Dzięki decyzji pana Glińskiego pozbędziemy się kolejnego doskonałego menagera kultury i fachowca. Pozostaje mieć nadzieję że Anny Potockiej nie zastąpi nominat polityczny. Anna Potocka wychowała wielu wspaniałych działaczy kultury. Jeżeli to jeden z nich ją zastąpi, to szkody zostaną zminimalizowane. Coś mi się jednak wydaje, że w tym przypadku nie będzie się liczyła fachowość, ale głównie właściwe barwy polityczne.

W cały zamieszaniu pocieszająca jest postawa władz miejskich na czele z prezydentem Arkadiuszem Wiszniewskim, który jest przeciwny jakimkolwiek konkursom i zmianom. Wydaje się, że prezydent wychodzi ze słusznego założenia, że jak coś dobrze działa nie należy tego zmieniać. Niestety głos decydujący ma Jarosław Gliński, który z kolei twierdzi, że nie ważny jaki fachowiec, ważne, aby prezentował właściwe barwy polityczne. Niestety dzieje się  to ze szkodą dla kultury.

W tym całym zamieszaniu szkoda tylko dobrze działających instytucji kulturalnych. Minister „burzyciel” działa szybko i zdecydowanie. Prawda jest jednak taka, że łatwo jest coś zburzyć, ale trudno odbudować i przywrócić pierwotny blask zniszczonej „budowli” kultury. Rozumie to prezydent Wiśniewski, ale nie rozumie tego minister Gliński.

                                                                                         Janusz Spiegel

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o